Automatyka i sterowanie2 września 20267 min czytaniaTomasz Belka

Panel HMI, który operator naprawdę rozumie — jak projektować interfejs maszyny

Panel HMI to jedyne miejsce, w którym operator styka się z całą pracą konstruktora — i to właśnie tu najczęściej wszystko się psuje. Obliczona konstrukcja i dobrany napęd nie mają znaczenia, jeśli komunikat na ekranie brzmi „Error 17”. Poniżej praktyczne zasady: co ma być na ekranie głównym, jak ułożyć hierarchię ekranów, jak pisać alarmy i czego na panelu być nie powinno.

Pulpit sterowniczy maszyny z panelem operatorskim HMI i aparaturą elektryczną

W skrócie

  • Ekran główny panelu HMI powinien pokazywać stan maszyny czytelny z kilku metrów, aktywny tryb pracy, bieżący takt z licznikiem sztuk oraz aktywny alarm opisany przyczyną i pierwszym krokiem do wykonania — a nie samym kodem błędu.
  • Ekrany panelu operatorskiego układa się w poziomach według tego, kto z nich korzysta: praca automatyczna dla operatora, tryb ręczny i ustawianie dla ustawiacza, receptury i parametry za ograniczonym dostępem oraz diagnostyka wejść i wyjść dla utrzymania ruchu.
  • Bez historii alarmów ze znacznikiem czasu i kolejnością wystąpienia nie da się ustalić przyczyny awarii sprzed tygodnia, dlatego rejestr zdarzeń jest wymaganiem funkcjonalnym panelu, a nie dodatkiem doklejanym na uruchomieniu.

Panel HMI to jedyna część maszyny, z którą operator ma kontakt przez całą zmianę. Cała reszta — konstrukcja, napędy, układ bezpieczeństwa — dociera do niego wyłącznie przez ten ekran. Interfejs, którego operator nie rozumie, potrafi zmarnować dobrą maszynę: każdy postój przeciąga się wtedy o czas szukania kogoś, kto wie, co znaczy komunikat.

Ten tekst dotyczy warstwy, którą widzi człowiek: treści ekranów, alarmów i trybów pracy. O sprzęcie piszemy osobno przy wymianie sterowania i szafie sterowniczej. Ta sama szafa może obsługiwać panel, z którym nowy operator radzi sobie pierwszego dnia, albo taki, którego cała zmiana boi się dotknąć.

Co operator ma zobaczyć, zanim podejdzie do maszyny

Ekran główny ocenia się prostym testem: czy z kilku metrów, w hałasie i przy bocznym świetle hali widać, czy maszyna pracuje, czeka, czy stoi. Jeżeli trzeba podejść bliżej i zmrużyć oczy, ekran jest źle zaprojektowany — niezależnie od tego, ile informacji na nim umieszczono.

Reszta zawartości wynika z jednego pytania: czego człowiek przy maszynie potrzebuje, żeby w kilka sekund zdecydować, co dalej — wznowić pracę, wezwać ustawiacza czy zgłosić awarię. Wszystko, co na to pytanie nie odpowiada, należy poziom niżej. Najczęściej brakuje przy tym dwóch liczb, które zamieniają tablicę sterowniczą w narzędzie pracy: pozwalają zauważyć spadek tempa wtedy, gdy jeszcze da się zareagować.

Ekran główny — co musi się na nim zmieścić

  • Stan maszyny czytelny z kilku metrów: praca, gotowość, zatrzymanie, awaria — polem koloru, nie małą ikoną.
  • Aktywny tryb pracy widoczny stale, bez wchodzenia w jakiekolwiek menu.
  • Bieżący takt i licznik sztuk liczony od początku zmiany.
  • Aktywny alarm z opisem przyczyny i pierwszym krokiem, jaki ma wykonać operator.
  • Stan warunków wstępnych: zasilanie, sprężone powietrze, zamknięte osłony, potwierdzona pozycja bazowa.
  • Nazwa uruchomionej receptury lub formatu, jeśli maszyna obsługuje kilka asortymentów.
  • Jedno dojście do historii alarmów — z ekranu głównego, jednym dotknięciem.

Równie ważne jest to, czego na ekranie głównym nie ma. Logo, animowane przekładnie i rysunek całej linii w rzucie izometrycznym zajmują miejsce należne alarmowi. Grafika maszyny ma sens tylko jako mapa: podświetla się zespół, którego dotyczy zdarzenie, a dotknięcie prowadzi do szczegółów.

Hierarchia ekranów — pięć poziomów zamiast płaskiej listy zakładek

Panel rozrasta się w trakcie uruchomienia. Dochodzą ekrany serwisowe, testy, podglądy, parametry — i jeśli nikt nie narzucił porządku, kończy się to rzędem zakładek, w którym operator poluje na jedną potrzebną funkcję. Porządek wprowadza podział według tego, kto z ekranu korzysta.

  1. Ekran pracy automatycznej

    Domyślny widok operatora przez całą zmianę: stan, tryb, takt, licznik i aktywny alarm. Nie umieszcza się tu niczego, czego operator nie używa codziennie.

  2. Tryb ręczny i ustawianie

    Ruchy pojedynczych osi i siłowników, bazowanie, sprawdzenie czujników. Ekran dla ustawiacza, z jasną informacją, które zabezpieczenia są w tym trybie ograniczone.

  3. Receptury i parametry technologiczne

    Wymiary, czasy, progi i prędkości zależne od asortymentu. Za osobnym poziomem dostępu, bo pomyłka w tym miejscu zatrzymuje produkcję na godziny i nie zostawia śladu.

  4. Diagnostyka wejść i wyjść

    Lista sygnałów z opisem słownym i stanem bieżącym. Ekran dla utrzymania ruchu — pozwala sprawdzić czujnik bez podłączania komputera do sterownika i bez wzywania serwisu.

  5. Historia alarmów i liczniki

    Rejestr zdarzeń ze znacznikiem czasu, kolejnością wystąpienia i informacją, kiedy alarm ustąpił oraz kto go skwitował. Podstawa każdej analizy awarii po fakcie.

Podział na poziomy rozdziela też odpowiedzialność. Operator nie zmieni przez przypadek parametru technologicznego, a utrzymanie ruchu dostaje własne narzędzie diagnostyczne, zamiast prosić o hasło serwisowe za każdym razem, gdy trzeba sprawdzić jeden czujnik. To wprost przekłada się na utrzymanie ruchu maszyny specjalnej: im więcej ustali własna służba, tym rzadziej postój czeka na zewnętrzny serwis.

Alarmy — komunikat ma mówić, co zrobić, a nie jak się nazywa

Komunikaty alarmowe maszyny to tekst użytkowy pisany na najgorszy możliwy moment: maszyna stoi, zmiana leci, a człowiek przy panelu jest zdenerwowany. Dobry komunikat odpowiada na cztery pytania w jednym zdaniu: co się stało, gdzie — w którym zespole i na której pozycji, dlaczego maszyna zareagowała właśnie tak i co operator ma teraz zrobić. Kod zdarzenia może zostać, ale jako dopisek dla serwisu, nie jako cała treść.

Sytuacja na maszynieKomunikat, który nie pomagaKomunikat, który skraca postój
Brak materiału w podajnikuBłąd 17Podajnik 2: brak deski w gnieździe. Uzupełnij stos i potwierdź gotowość.
Otwarta osłona strefy podawaniaStop awaryjnyOsłona przy podajniku otwarta — maszyna zatrzymana. Zamknij osłonę, skwituj alarm, uruchom cykl.
Przeciążenie napędu przenośnikaAlarm napędu 3Napęd przenośnika odbiorczego: przeciążenie. Sprawdź, czy materiał nie zakleszczył się przed przekazaniem.
Spadek ciśnienia w układzie pneumatycznymWarning 03Ciśnienie poniżej progu pracy. Maszyna dokończy cykl i stanie. Sprawdź zasilanie sprężonym powietrzem.
Czujnik nie potwierdził detaluSensor errorCzujnik pozycji na stanowisku 3 nie wykrył detalu. Sprawdź ustawienie i zabrudzenie czujnika.
Ta sama sytuacja opisana kodem i opisana zrozumiale. Różnica w długości postoju bierze się stąd, że drugi komunikat nie wymaga tłumacza.

Druga rzecz to widoczne rozróżnienie wagi zdarzeń. Ostrzeżenie nie przerywa pracy: kończy się materiał, zabrudził się filtr. Zatrzymanie kontrolowane pozwala dokończyć bieżącą operację, bo gwałtowne przerwanie zrobiłoby więcej szkody niż sam błąd. Zatrzymanie natychmiastowe wynika z zadziałania funkcji bezpieczeństwa i nie podlega negocjacjom. Jeżeli wszystkie trzy wyglądają na ekranie tak samo, po tygodniu operator kwituje je odruchowo — łącznie z tym jednym, które miało go powstrzymać.

Historia alarmów, bez której nikt niczego nie ustali

Pytanie „dlaczego maszyna stanęła we wtorek nad ranem” pada zwykle w czwartek. Bez rejestru zdarzeń odpowiedź brzmi „coś się zacięło” i na tym analiza się kończy. Historia alarmów musi zawierać znacznik czasu, kolejność wystąpienia, moment ustąpienia przyczyny i moment skwitowania przez człowieka — dopiero komplet pozwala policzyć, ile naprawdę kosztuje powtarzalna usterka.

Rejestr jest też jedynym wiarygodnym źródłem do rozmowy o rzeczywistej dostępności maszyny, bo różnica między taktem deklarowanym a wydajnością zmiany to suma mikroprzestojów, których nikt nie zapisuje. Dane z panelu są przy tym najtańszym wejściem do monitoringu produkcji: maszyna i tak je zna, trzeba je tylko zapisać.

Tryby pracy maszyny i poziomy dostępu

Aktywny tryb pracy musi być widoczny stale, bo od niego zależy, co maszyna zrobi po naciśnięciu tego samego przycisku. To nie kosmetyka: większość niebezpiecznych sytuacji zdarza się nie w pracy automatycznej, tylko przy ustawianiu, czyszczeniu i usuwaniu zakleszczeń — gdy człowiek jest w strefie, a maszyna nie jest wyłączona, tylko „chwilowo zatrzymana”.

W trybie ręcznym panel ma mówić wprost, co się zmieniło: które ruchy są dostępne, z jaką prędkością i które zabezpieczenia zostały ograniczone. Zakres tych ograniczeń nie jest decyzją programisty — wynika z oceny ryzyka i przekłada się na rozwiązania opisane przy osłonach i układach bezpieczeństwa. Panel pokazuje stan funkcji bezpieczeństwa, ale nigdy jej nie realizuje: obwód musi zadziałać także wtedy, gdy aplikacja się zawiesi.

Poziomy dostępu porządkują to samo od strony ludzi; zwykle wystarczają cztery role: operator, ustawiacz, utrzymanie ruchu i serwis. Im rzadziej używana funkcja i im większe skutki błędu, tym głębiej powinna leżeć — ale nigdy tak głęboko, żeby codzienna czynność wymagała hasła.

Ergonomia ekranu operatora — rękawice, hałas, odległość

Interfejs projektuje się pod warunki, w jakich będzie używany, a nie pod wygodę biura konstrukcyjnego. Operator ma robocze rękawice, na ekranie osiada pył, światło pada z boku, a decyzję trzeba podjąć w kilka sekund. Stąd pierwszy wymiar: przycisk musi być większy niż palec w rękawicy i mieć odstęp od sąsiedniego.

Kolory muszą być konsekwentne na wszystkich ekranach: czerwony to zatrzymanie i awaria, żółty ostrzeżenie, zielony praca normalna. Jeżeli czerwony pojawia się także w ramkach i nagłówkach, przestaje cokolwiek znaczyć. Kolor nie powinien być przy tym jedynym nośnikiem informacji — dochodzi opis albo kształt, bo na zapylonym ekranie odcienie i tak się zlewają.

Operacje nieodwracalne wymagają potwierdzenia: skasowanie liczników, nadpisanie receptury, zerowanie pozycji bazowej. Pytanie ma opisywać skutek — „Skasować licznik zmiany?” — a nie być bezosobowym „Czy na pewno?”, które po miesiącu klika się bez czytania. Przy funkcjach wprawiających maszynę w ruch samo potwierdzenie na ekranie nie wystarczy.

Co daje ekran dotykowy

  • Jeden panel obsługuje dowolną liczbę ekranów, trybów i receptur bez rozbudowy pulpitu.
  • Alarm można napisać pełnym zdaniem razem z podpowiedzią, zamiast kodować go lampką i tabelką w instrukcji.
  • Zmiana funkcji lub dodanie ekranu to modyfikacja aplikacji, a nie wiercenie pulpitu i ciągnięcie przewodów.
  • Łatwo prowadzić operatora przez sekwencję: bazowanie, zmianę formatu, uruchomienie po awarii.

Czego ekran dotykowy nie zastąpi

  • Wyłącznika awaryjnego — musi pozostać urządzeniem fizycznym, działającym niezależnie od aplikacji panelu.
  • Przycisków używanych dziesiątki razy na zmianę: start cyklu i potwierdzenie trafia się ręką, bez patrzenia.
  • Pewnej obsługi w rękawicach i przy zabrudzonym ekranie, gdzie fizyczny przycisk jest po prostu niezawodniejszy.
  • Sterowania ruchem, przy którym operator musi patrzeć na maszynę, a nie na panel.

Rozwiązanie jest zwykle hybrydowe: elementy fizyczne dla bezpieczeństwa i dla kilku czynności powtarzanych bez przerwy, ekran dla wszystkiego, co wymaga treści.

Najczęstsze błędy w projektowaniu interfejsu maszyny

Wady panelu widać nie na odbiorze, tylko po kilku tygodniach normalnej pracy. Wtedy okazuje się, których funkcji nikt nie otwiera ani razu, a które trzeba wyklikiwać wielokrotnie w ciągu każdej zmiany. Powtarzają się cztery błędy:

Wspólny mianownik jest jeden: ekran powstał dla kogoś, kto zna maszynę od środka, a używa go człowiek, który zna ją od strony materiału i taktu — i musi sobie poradzić o trzeciej w nocy, gdy nie ma kogo zapytać.

Panel, szkolenie i dokumentacja — jak to spinamy w projekcie

Dobrze zaprojektowany panel skraca szkolenie, bo część instrukcji przenosi się na ekran: sekwencja uruchomienia po awarii, kolejność czynności przy zmianie formatu, wskazówka, co sprawdzić przy alarmie. Wiedza przestaje wtedy odchodzić razem z pracownikiem, który zmienia pracę.

Opis ekranów, lista alarmów z przyczynami i działaniami oraz zestawienie poziomów dostępu należą do dokumentacji technicznej maszyny. To zwykle jedyna część instrukcji, po którą ktoś naprawdę sięga — dlatego powstaje razem z aplikacją, a nie jest spisywana po uruchomieniu z pamięci.

W projektach automatyki przemysłowej zaczynamy od rozmowy z ludźmi, którzy przy maszynie staną: co robią przy zmianie asortymentu, co psuje się najczęściej, czego na starym panelu szukają najdłużej. Układ ekranów uzgadniamy przed programowaniem, a listę alarmów piszemy razem z utrzymaniem ruchu — to oni znają zdarzenia, których nie opisał żaden producent. Za tym podejściem stoi ponad 150 zrealizowanych projektów, w tym maszyny pracujące w ruchu ciągłym: przy transporcie w hucie stali działającym 24/7 panel musi być zrozumiały także dla nocnej zmiany, bez telefonu do kogokolwiek. Całość prowadzimy zgodnie z procesem projektowania maszyny.

Wniosek? Panel HMI nie jest ostatnim etapem projektu, tylko miejscem, w którym cały projekt oceniany jest codziennie. Ekran czytelny z kilku metrów, alarmy pisane zdaniami zamiast kodów, tryby widoczne bez wchodzenia w menu i historia zdarzeń, do której da się wrócić po tygodniu — te cztery rzeczy rozstrzyga się na etapie projektu, a ich skutki widać przy każdym postoju przez cały okres pracy maszyny.

Częste pytania

Autor

Tomasz Belka

Konstruktor, właściciel biura konstrukcyjnego THT Projekt. Od ponad 20 lat projektuje maszyny specjalistyczne, linie transportu wewnętrznego i stanowiska zrobotyzowane dla przemysłu drzewnego, meblarskiego i stalowego. Prowadzi modernizacje maszyn wraz z oceną zgodności i dokumentacją CE. Poznaj biuro konstrukcyjne THT Projekt.

Projektujesz maszynę albo modernizujesz sterowanie? Zaprojektujemy panel, którego operator nie omija.

Skontaktuj się z nami